||

Vogelhannes

Vogelhannes to jedna z tych postaci dolnośląskiego folkloru, o których trudno powiedzieć, gdzie kończy się pamięć o prawdziwym człowieku, a zaczyna legenda. Najczęściej łączy się go z Ziemią Kłodzką, okolicami Bystrzycy Kłodzkiej, Lądka-Zdroju i dzikimi lasami Gór Bystrzyckich. Czasami przedstawiany jest jako dawny rozbójnik lub przestępca, jednak w innych opowieściach nie jest już człowiekiem, lecz czymś znacznie bardziej niepokojącym.

Samo imię Vogelhannes można przetłumaczyć z niemieckiego mniej więcej jako „Ptasi Jan”. Według jednej z wersji legendy miał żyć na przełomie XVIII i XIX wieku. Mógł być karczmarzem, leśnikiem, dezerterem albo człowiekiem żyjącym poza prawem. Przypisywano mu kradzieże, zdrady, napady, a nawet morderstwa. Ostatecznie miał zostać schwytany i skazany na śmierć, tyle że jego historia podobno wcale się wtedy nie skończyła.

Po śmierci Vogelhannes miał powrócić do lasów, w których wcześniej się ukrywał. Nie jako zwykły duch, lecz jako mroczna istota czyhająca na samotnych wędrowców. Opisywano go jako wysoką postać w ciemnym płaszczu, często z twarzą ukrytą głęboko pod kapturem. W niektórych przekazach miał czarne, nienaturalne oczy, w innych jego twarz była niemal zupełnie pozbawiona rysów. Jego nadejście miał zdradzać trzepot ptasich skrzydeł. Ptaki miały pojawiać się nagle wśród drzew, krążyć nad ścieżką albo podrywać się całymi stadami, choć chwilę wcześniej w lesie panowała zupełna cisza. Dopiero później pomiędzy pniami można było dostrzec nieruchomą sylwetkę Vogelhannesa.

Najbardziej przerażające opowieści mówiły jednak o tym, że nie zabijał on swoich ofiar w zwyczajnym znaczeniu tego słowa. Miał zabierać dusze ludzi, którzy zgubili się w lesie albo weszli zbyt głęboko w miejsca, do których nie powinni trafiać. Niektórzy mieli znikać bez śladu. Inni podobno wracali po wielu godzinach lub dniach, ale nie potrafili powiedzieć, gdzie byli. Czasami wspominano nawet o utracie pamięci i dziwnym otępieniu.

Vogelhannesa szczególnie często łączono z leśnymi drogami w okolicach Huty i Pokrzywna, między innymi z miejscami nazywanymi Drogą Wieczności czy Drogą Wielkiego Strachu. Już same nazwy brzmią jak gotowa sceneria do opowieści grozy, a przez stulecia przez te tereny prowadziły odludne trakty, którymi przemieszczali się kupcy, przemytnicy i ludzie mający dobre powody, żeby unikać uczęszczanych dróg.

Być może właśnie tutaj kryje się źródło całej legendy. Możliwe, że Vogelhannes rzeczywiście był kiedyś człowiekiem: rozbójnikiem, dezerterem albo bandytą ukrywającym się w gęstych lasach i napadającym na podróżnych. Z pokolenia na pokolenie historia mogła jednak obrastać w kolejne szczegóły. Zwykły przestępca stał się duchem, duch demonem, a demon złodziejem dusz, którego pojawienie miało zwiastować śmierć.

Chyba właśnie dlatego legenda Vogelhannesa jest tak ciekawa. Gdzieś pod warstwą opowieści o bezokim upiorze i trzepocie czarnych skrzydeł może kryć się historia człowieka, którego mieszkańcy Ziemi Kłodzkiej naprawdę kiedyś się bali. A potem strach okazał się znacznie trwalszy niż sam człowiek.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *