Mnich z Centyrza. Jedna z najbardziej niezwykłych i mało znanych polskich legend o duchach
Są takie polskie legendy, które zna niemal każdy. Są Białe Damy, utopce, diabły mieszkające w zamkach i duchy rycerzy powracających na miejsca dawnych bitew. Ale istnieją również opowieści, które przez dziesiątki lat pozostawały gdzieś na marginesie, ukryte w starych książkach i regionalnych podaniach. Jedną z nich jest historia Mnicha z Centyrza.
Co najciekawsze, nie jest to współczesna internetowa opowieść. Można ją odnaleźć już w XIX-wiecznych źródłach. Seweryn Goszczyński zapisał ją w swoim „Dzienniku podróży do Tatrów”, opisując wierzenia i historie zasłyszane podczas pobytu w okolicach Łopusznej. Później legenda trafiła również do wydanego w 1845 roku zbioru Lucjana Siemieńskiego „Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie”, gdzie występuje pod prostym tytułem „Mnich”.
Centyrz to polana związana z Łopuszną w Gorcach. Sama jej nazwa miała według dawnego podania wywodzić się od słowa „cmentarz”. Wierzono, że w bardzo dawnych czasach znajdowało się tam miejsce pochówku ludzi zmarłych podczas wielkiej wojny albo epidemii.
Na polanie miał znajdować się ogromny, stary pień. I właśnie spod niego od czasu do czasu wychodziła niezwykła postać: Mnich. Początkowo zjawa była podobno maleńka. Dopiero kiedy wydostawała się spod pnia i stawała na ziemi, zaczynała rosnąć. Po chwili była już wyższa od największego i najroślejszego człowieka. Najczęściej widywano ją w białej szacie albo w stroju zakonnika z kapturem. Nie zawsze jednak wyglądała tak samo. Według jednej z wersji potrafiła ukazać się nawet pod postacią kobiety ubranej jak szlachcianka.
Jeszcze dziwniejsze były znaki, które miały poprzedzać jej pojawienie się. Seweryn Goszczyński zanotował, że czasami nadchodziła gwałtowna burza. Innym razem w powietrzu nagle pojawiał się intensywny zapach kwiatów. Mnich nie atakował ludzi. Nie ścigał ich i nie wyrządzał nikomu krzywdy. Zazwyczaj w ogóle się nie odzywał. Jeżeli ktoś zadawał mu pytanie, odpowiadał jedynie ruchem ręki albo skinieniem głowy. Był jednak jeszcze jeden niezwykły szczegół. Podobno wystarczyło zacząć o nim mówić, aby zjawa się pojawiła (więc musiała bardzo pragnąć towarzystwa). Mnich związany był również z wodą. Według opowieści potrafił z niej wychodzić, a kiedy znikał, ponownie wchodził do wody, rozkładał nad powierzchnią płaszcz i kaptur, a następnie stawał się coraz mniejszy, aż zupełnie znikał.
Kim miał być? Ludzie opowiadali, że był duchem zakonnika, który niegdyś uciekł z klasztoru. W górach dopadli go zbójcy i zabili. Od tej chwili jego dusza miała pokutować w okolicy Centyrza Legenda mówi również o ostatnim spotkaniu ze zjawą. Człowiek, który zobaczył Mnicha, przestraszony wypowiedział tradycyjne słowa mające sprawdzić, czy stojąca przed nim istota pochodzi od Boga: „Wszelki duch Pana Boga chwali!”. Tym razem milczący dotąd Mnich odpowiedział: „I ja go chwalę”. Po tych słowach zniknął. Według podania od tej chwili już nigdy więcej go nie widziano.
Historia Mnicha z Centyrza jest dziś zaskakująco mało znana, choć została zapisana prawie dwa stulecia temu. Co ciekawe, sam motyw widmowego zakonnika wcale nie jest w polskich legendach czymś wyjątkowym. Duchy mnichów i zakonników pojawiają się w podaniach związanych z klasztorami, zamkami i ruinami w różnych częściach Polski. W Zagórzu w Bieszczadach opowiada się choćby o duchu mnicha Leona, który miał błąkać się po ruinach klasztoru karmelitów. Z kolei z zamkiem w Międzylesiu również związana jest legenda o tajemniczym zakonniku ukazującym się nocą.
W dawnym folklorze mnich był zresztą postacią idealną dla opowieści o duchach. Człowiek wyrzekający się świata, zamknięte klasztory, tajemnice, grzech, pokuta i dusza, która nie może zaznać spokoju, tworzyły motyw powracający w wielu lokalnych podaniach. Tyle że Mnich z Centyrza jest szczególny. Nie ma łańcuchów, nie jęczy po nocach w ruinach zamku, nie próbuje nikogo skrzywdzić. Po prostu wychodzi spod starego pnia i rośnie, a według ludzi, którzy przekazywali tę historię ponad sto lat temu, czasami wystarczyło tylko o nim wspomnieć, żeby się pojawił.

Jeden komentarz