hybrydy na drodze

Czwarty Sektor. Cz. 22

 Szli przez mroczny las o wiele szybciej niż wcześniej, całkowicie ignorując ból w zdrętwiałych z zimna mięśniach. Lodowata mgła osiadała im na rzęsach i twarzach, a każdy krok w topornych, gumowych osłonach wymagał potwornego wysiłku. Strach i słowa Ilii działały jednak lepiej niż jakikolwiek zastrzyk adrenaliny. Gdzieś z tyłu, z każdym kolejnym kilometrem, ziemia zdawała się coraz bardziej nieruchoma, ale obaj mieli wrażenie, że w głuchej, leśnej ciszy słyszą echo tego głębokiego, basowego pomruku budzącej się bestii.

 Pick-up stał nienaruszony w gęstwinie młodnika, dokładnie tam, gdzie go zostawili. Robert dopadł do drzwi kierowcy, a jego dłonie tak mocno drżały z zimna i emocji, że dopiero za drugim razem zdołał wcisnąć kluczyk do stacyjki. Silnik zakrztusił się ciężko, zakaszlał w marcowym chłodzie, aż w końcu zaskoczył, a miarowy, basowy pomruk diesla rozniósł się po lesie. Robert natychmiast wrzucił bieg i ruszył powoli przed siebie, starając się jechać jak najostrożniej po dziurawej drodze z betonowych płyt. Snopy żółtego światła z reflektorów z trudem przebijały się przez gęste, mleczne opary, które leniwie unosiły się nad traktem.

 W kabinie panowało całkowite milczenie. Deska rozdzielcza jarzyła się dziesiątkami drobnych kontrolek, a Paweł, pamiętając ich wcześniejsze wnioski, z niepokojem patrzył na ekran fabrycznej nawigacji. Każdy wat energii emitowany przez samochód wydawał mu się teraz potężnym radiolatarnią wzywającą potwora na żer.

 Nagle Robert gwałtownie wcisnął hamulec, aż opony zaszorowały po wilgotnym betonie, a pasy bezpieczeństwa wbiły im się w piersi.

 Tuż przed maską pick-upa, w jaskrawym świetle reflektorów, z gęstwiny po prawej stronie drogi wypadło stadko hybryd. Było ich pięć, może sześć sztuk. Te potężne, zniekształcone przez krzyżowanie z wilkami drapieżniki, które jeszcze kilka godzin temu otaczały ich na bagnach i z wściekłością drapały w pancerne drzwi magazynu, teraz wyglądały zupełnie inaczej. W ich zachowaniu nie było ani krzty drapieżnej dumy czy agresji.

 Zwierzęta pędziły w panicznym popłochu, przeskakując przez drogę tuż przed zderzakiem samochodu. Ich potężne, nienaturalnie wydłużone łapy rozrzucały wokół kawałki błota i zeschłych liści. Paweł widział przez przednią szybę ich skulone sylwetki, spłaszczone po sobie uszy i ogony podwinięte głęboko pod brzuchy. Niektóre z nich miały otwarte pyski, z których buchała gęsta para, a w ich żółtych, świecących w świetle reflektorów ślepiach malowało się czyste, pierwotne przerażenie.

 Hybrydy nawet nie spojrzały w stronę warczącego samochodu. Choć jaskrawe światło i metalowa bryła pick-upa normalnie powinny je rozjuszyć lub spłoszyć, drapieżniki całkowicie zignorowały obecność ludzi. Parły do przodu z szaleńczą prędkością, tratując młodnik po drugiej stronie drogi, uciekając na oślep w stronę południowej granicy sektora, jak najdalej od zalanego Obiektu 3002.

 Po kilku sekundach ostatni z mutantów zniknął w gęstwinie, a w lesie znów zapadła głucha, duszna cisza, mącona jedynie miarowym klekotem silnika.

 Paweł powoli odwrócił głowę i spojrzał na Roberta. Twarz bieszczadzkiego leśnika była całkowicie blada, a jego wielkie dłonie zaciskały się na kierownicy tak mocno, że aż zbielały mu kłykcie. Obaj zrozumieli ten znak bez słów. Skoro najgroźniejsze drapieżniki tego lasu, stworzenia zrodzone z krwi i walki, uciekały w takim popłochu, ignorując wszelkie inne bodźce, oznaczało to tylko jedno. Paraliż całkowicie puścił. Potwór podniósł się z dna zalanej stacji pomp, wyszedł na powierzchnię i właśnie rozpoczął łowy.

Podobne wpisy

  • Czwarty Sektor. Cz.17

    Świt nad Bornem Sulinowem nie przyniósł słońca, jedynie zmianę odcienia szarości. Gęsta, ciężka mgła snuła się między sosnami niczym brudna wata, połykając dźwięki i kontury.  Zatrzymali pick-upa na starej, dziurawej drodze z betonowych płyt, kilka kilometrów przed oficjalną granicą Sektora Czwartego. Dalej nie mogli jechać. Nawet z wyłączonymi telefonami, elektronika wozu mogła okazać się zbyt…

  • Czwarty Sektor. Cz. 12

    Poranek w Nadleśnictwie Baligród pachniał mokrą wełną, pastą do butów i mocną, sypaną kawą, czyli zapachem absolutnej, biurowej normalności, która po powrocie z Bornego Sulinowa wydawała się Pawłowi boleśnie obca.  Siedział w gabinecie Nadleśniczego, wpatrując się w masywny, dębowy stół. Naprzeciwko niego urzędował szef, dla którego las kończył się na tabelkach w Excelu, pozyskaniu drewna…

  • Czwarty Sektor. Cz. 6

    Reszta nocy zlała się dla Pawła w ciąg niespokojnego przewracania się na niewygodnej, rozkładanej kanapie w gościnnym pokoju Tomka. Za oknem wciąż lało, a krople bębniły o blaszany parapet z monotonią, która zamiast usypiać, doprowadzała go do szału.  Próbował zebrać myśli i uporządkować fakty. Uciec w znany sobie, leśny pragmatyzm. Przyjechałem tu do rysi, powtarzał…

  • Czwarty Sektor. Cz. 2

    Służbowa Dacia Duster połykała kolejne kilometry, zostawiając górzyste krajobrazy południa daleko w lusterku wstecznym. Bieszczady dawno ustąpiły miejsca płaskim, monotonnym nizinom, które na horyzoncie zlewały się ze stalowym, zachmurzonym niebem.  Paweł bębnił palcami w kierownicę w rytm cicho grającego radia. Analizował maila od Tomka po raz setny, odkąd wyjechał z Baligrodu. „Brakuje mu jednej, specyficznej…

  • Czwarty Sektor. Cz. 13

    Drogę do Krakowa zdominował szum opon o asfalt i miarowy pomruk silnika terenówki Roberta. Mijali kolejne kilometry, zostawiając za sobą dzikie, bieszczadzkie bezdroża na rzecz coraz gęstszej zabudowy i ekranów dźwiękochłonnych autostrady.  Robert prowadził pewnie, skupiony na trasie, ale Paweł, siedząc na fotelu pasażera, był myślami zupełnie gdzie indziej. Im bliżej byli Krakowa, tym bardziej…

  • Czwarty Sektor. Cz. 19

     Rzucili papierową torbę z konserwami na tylne siedzenie pick-upa. Choć nad miasteczkiem gwałtownie zapadał zmierzch, żaden z nich nie pomyślał o powrocie do bezpiecznego mieszkania Tomka. Pogoda przypominała o sobie lodowatym, przenikliwym chłodem, a wilgotne powietrze dosłownie gryzło w policzki, gdy skręcali w wyboistą, zarośniętą drogę prowadzącą w stronę starych radzieckich magazynów numer cztery. Zostawili…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *