Kiedy lato odchodzi… A jesień nadchodzi…
Jesień już się rozgościła. Czuć ją w chłodniejszym powietrzu, w zapachu mokrej ziemi i w tych wieczorach, kiedy nagle zauważamy, że za oknem jest ciemno, chociaż jeszcze niedawno o tej samej porze słońce zaglądało do mieszkania. Na chodnikach przybywa liści, w parkach błyszczą kasztany, a poranne mgły na chwilę ukrywają znajome krajobrazy. Nawet zwykły spacer nabiera innego charakteru. Szeleszczące pod stopami liście, światło latarni odbijające się w kałużach i ciepłe okna domów przypominają, że zaczyna się pora roku, która wyjątkowo mocno działa na wyobraźnię.
Dla jednych jesień pachnie szarlotką, grzybami i herbatą z cynamonem. Dla innych oznacza powrót do szkoły, wyciąganie swetrów z szafy i deszcz uderzający o parapet. Są też tacy, którzy najbardziej czekają na jej tajemniczą stronę. Na lasy znikające we mgle, opustoszałe ścieżki i wieczory stworzone do czytania historii z dreszczykiem. W jesiennym krajobrazie piękno sąsiaduje z przemijaniem. Liście zachwycają kolorem właśnie wtedy, gdy za chwilę mają opaść, a ostatnie ciepłe dni wydają się cenniejsze od tych, które latem przyjmowaliśmy bez zastanowienia.
Dawniej nadejście jesieni miało jednak znacznie bardziej praktyczny wymiar. Od zbiorów i zgromadzonych zapasów zależało bezpieczeństwo całej rodziny podczas zimy. Schyłek lata i początek jesieni były więc czasem pracy, ale również wdzięczności za to, co udało się zebrać. Z tym okresem wiążą się dożynki, obchodzone po zakończeniu żniw, choć niekoniecznie w dniu rozpoczęcia astronomicznej jesieni. Ich najbardziej rozpoznawalnymi symbolami pozostają wieniec ze zbóż oraz chleb wypieczony z mąki z nowych zbiorów. Wspólne świętowanie przypominało, że za każdym bochenkiem stoją ludzki wysiłek, pogoda i ziemia, której urodzaj nigdy nie był czymś oczywistym.
Sam wieniec dożynkowy bywał czymś więcej niż ozdobą. Zależnie od regionu wplatano w niego kwiaty, zioła, jarzębinę, owoce i kolorowe wstążki. Zachowywano go do kolejnego siewu, a wykruszone z niego ziarna dodawano do materiału siewnego. W tym zwyczaju spotykały się podziękowanie za zakończone żniwa i nadzieja na następne. Jesień zamykała pewien etap, ale już wtedy myślano o tym, co miało wykiełkować w przyszłości.
W polskiej tradycji ludowej ważne miejsce zajmował również 8 września, czyli święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, nazywane dniem Matki Boskiej Siewnej. Maryję czczono wówczas jako patronkę jesiennych zasiewów. Poszczególne regiony miały własne powiedzenia i wskazówki dotyczące terminów prac, dlatego trudno mówić o jednym zwyczaju obowiązującym wszędzie. Wspólny był natomiast związek kalendarza religijnego z rytmem pól. Początek jesieni oznaczał nie tylko zbieranie owoców wcześniejszego trudu, lecz także powierzanie ziemi kolejnego ziarna.
Kolejną istotną datą był 29 września, dzień świętego Michała. W tradycji pasterskiej wiązano go z końcem sezonu wypasu na halach i jesiennym redykiem, czyli powrotem pasterzy oraz owiec do wsi. Był to bardzo konkretny znak zmiany pory roku. Górskie pastwiska pustoszały, a życie przenosiło się bliżej domów. Z dniem tym łączono również przysłowia pogodowe i próby przewidywania następnych miesięcy. Dziś traktujemy je jako część folkloru, ale pokazują one, jak uważnie obserwowano dawniej wiatr, deszcz i chłód.
Jesień wchodziła także do kuchni i spiżarni. Suszenie grzybów, przechowywanie owoców oraz przygotowywanie przetworów pozwalały zatrzymać część zbiorów na miesiące, w których ziemia nie dawała świeżego pożywienia. Ważnym zajęciem było kiszenie kapusty, gromadzonej w beczkach i wykorzystywanej nawet do wiosny. Dzisiaj słoiki ustawione na półkach mogą kojarzyć się z domowym ciepłem i wspomnieniem babcinej kuchni. Dawniej oznaczały przede wszystkim pewność, że będzie co postawić na stole, kiedy nadejdą mrozy.
Obok dawnych obrzędów mamy również swoje małe, współczesne zwyczaje. Pierwszy kasztan schowany do kieszeni, bukiet kolorowych liści, wyprawa na grzyby, pieczenie ciasta ze śliwkami czy wieczór pod kocem potrafią stać się prywatnym powitaniem jesieni. Nie potrzebujemy do tego uroczystości ani konkretnej daty. Czasem wystarczy otworzyć rano okno i poczuć chłodne powietrze, którego zapachu nie sposób pomylić z letnim. Innym razem jesień zaczyna się dla nas dopiero wtedy, gdy po powrocie do domu po raz pierwszy zapalamy lampkę, zanim zdążymy zdjąć kurtkę.
A potem przychodzą dłuższe wieczory i znajome miejsca zaczynają wyglądać inaczej. Gałąź stukająca w szybę przyciąga uwagę, ścieżka między drzewami wydaje się ciemniejsza, a odgłos kroków na pustej ulicy brzmi wyraźniej. Łatwo zrozumieć, dlaczego właśnie o tej porze roku mamy ochotę na opowieści o tajemnicach, dawnych wierzeniach i rzeczach, których nie umiemy wyjaśnić. Wystarczy mgła nad łąką i pojedyncze światło w odległym oknie, żeby w głowie zaczęła powstawać historia.