wrzesień na polskiej wsi
|

Między słońcem a chłodem. Staropolski wrzesień pełen magii

Wrzesień to w naszej kulturze czas niezwykły, stanowiący pomost pomiędzy beztroskim latem a skłaniającą do refleksji jesienią. Współcześnie patrzymy na ten miesiąc głównie przez pryzmat powrotu do szkół czy chowających się w szafach letnich ubrań, ale nasi przodkowie widzieli w nim przede wszystkim czas wielkiej magii i domykania rocznego cyklu natury.

Kiedy zagłębimy się w monumentalne dzieła Oskara Kolberga czy Zygmunta Glogera, odkryjemy świat pełen fascynujących wierzeń, w którym każdy jesienny dzień miał swoje głębokie uzasadnienie. Zresztą sama nazwa miesiąca, jak słusznie zauważa Gloger w Encyklopedii staropolskiej, pochodzi od kwitnących właśnie teraz wrzosów, co nadaje temu okresowi bardzo poetycki wymiar. W dawnej polskiej wsi absolutnie kluczowym momentem września był ósmy dzień tego miesiąca, czyli święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W tradycji ludowej dzień ten zyskał piękne miano Matki Boskiej Siewnej. Etnografowie zgodnie podkreślają, że według starych wierzeń dopiero po tym święcie można było bezpiecznie rozpocząć siew ozimin. Rolnicy wierzyli, że ziarno pobłogosławione właśnie wtedy jest chronione przed wszelkimi chorobami, a żeby jeszcze wzmocnić ten magiczny efekt, do siewnego zboża dodawano wyłuskane kłosy z poświęconych wcześniej wieńców dożynkowych. Miało to zapewnić ciągłość życia i obfitość przyszłorocznych plonów. Równie fascynującym czasem był okres równonocy jesiennej, kiedy to dawni Słowianie obchodzili uroczyste Święto Plonów. Składano wtedy dary bóstwom urodzaju, a wróżby z zebranych zbiorów miały określić pomyślność całej społeczności na kolejne miesiące.

Wiele z tych pradawnych gestów przetrwało wieki i wtopiło się w znane nam dzisiaj obrzędy dziękczynne, skrupulatnie badane i opisywane przez współczesnych antropologów kultury. Koniec września również miał swoje mocne akcenty. Dwudziestego dziewiątego dnia miesiąca, we wspomnienie świętego Michała Archanioła, kończył się tradycyjny rok gospodarski na polskiej wsi. Dla społeczności pasterskich, zwłaszcza w rejonie Karpat, był to czas jesiennego redyku, czyli uroczystego sprowadzania owiec z górskich hal w doliny oraz ostatecznych rozliczeń z bacami. To wszystko uświadamia nam jedną ważną rzecz.

Kiedy patrzymy na wrzesień z perspektywy dawnych tradycji, dostrzegamy w nim nie tylko zwiastun chłodów, ale nade wszystko miesiąc pełen wdzięczności za dary ziemi, przepełniony szacunkiem do rytmu natury. Warto o tych staropolskich obyczajach pamiętać, popijając popołudniową herbatę i patrząc na pierwsze opadające liście.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *