Magia Podlasia
Są takie miejsca, w których dawne opowieści wydają się wyjątkowo dobrze pasować do krajobrazu. Na Podlasiu wystarczy wyobrazić sobie mgłę unoszącą się nad mokradłami, drogę niknącą pomiędzy ścianami lasu, drewnianą wieś, samotny przydrożny krzyż i światło w oknie chaty stojącej na skraju puszczy. Nietrudno wtedy zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj tak długo przetrwały opowieści o rusałkach, zmorach, diabłach, chodzących zmarłych i tajemniczych siłach, które potrafiły sprowadzić człowieka z dobrze znanej drogi.
Jednocześnie folklor Podlasia wymyka się prostym podziałom. Podlasie historyczne i etnograficzne nie jest przecież dokładnie tym samym obszarem co dzisiejsze województwo podlaskie. Przez stulecia spotykały się tu różne tradycje, języki i wyznania. Obok ludności polskiej żyły społeczności ruskie, białoruskie, żydowskie, tatarskie i inne, a zachodniosłowiańskie wyobrażenia demonologiczne stykały się z tradycjami wschodniosłowiańskimi i litewskimi. Widać to doskonale właśnie w świecie istot nadprzyrodzonych. Współczesny „Słownik polskiej bajki ludowej” Uniwersytetu Mikołaja Kopernika podkreśla pograniczny i etnicznie zróżnicowany charakter Podlasia, natomiast badania Aleksandra Gury pokazują, że region znajdował się na zachodniej granicy występowania wschodniosłowiańskich wierzeń w rusałki oraz na południowych obrzeżach litewskich wierzeń w laumė.
Dlatego podlaskiej demonologii nie należy traktować jak spisu stworzeń o zawsze tych samych cechach. Etnografowie spotykali raczej całe sieci opowieści, w których jedne postacie przenikały w drugie. Rusałka mogła przypominać południcę, pojawiać się w życie, być kojarzona z wodą, światłem, a nawet przejmować cechy innych istot. Demon domowy mógł mieć cechy znane z opowieści o ognistym wężu przynoszącym bogactwo. Zmora dusiła śpiącego człowieka, ale równocześnie przypisywano jej nocne zaplatanie grzyw koniom. To właśnie takie nieostre granice są jednym z najbardziej charakterystycznych elementów ludowego świata nadprzyrodzonego.
Jedną z najważniejszych postaci podlaskich wierzeń była rusałka, nazywana również rusawką. Nie należy jednak wyobrażać jej sobie wyłącznie jako słowiańskiej wersji syreny siedzącej nad wodą. W materiałach terenowych rusałki pojawiają się także wśród pól i łanów żyta. Aleksander Gura zwraca uwagę, że właśnie na Podlasiu ich wyobrażenie potrafiło łączyć się z południcą, istotą przebywającą w zbożu, a niekiedy nawet z migoczącymi światłami. Jest to szczególnie interesujące, ponieważ pokazuje, że ludzie niekoniecznie rozdzielali wszystkie demony według kategorii, które później stworzyli folkloryści. Ta sama tajemnicza kobieca postać mogła należeć jednocześnie do świata wody, pola i zmarłych.
Jeszcze ciekawsza jest kozytka, bo tutaj dysponujemy zapisem sięgającym XIX wieku. Michał Federowski, który w latach 1877–1891 gromadził materiały etnograficzne między innymi w okolicach Sokółki, zanotował miejscowe podanie o rusawce nazywanej właśnie Kozytką. Miała ona strzec łanów, szczególnie żyta, przed dziećmi i innymi osobami mogącymi uszkodzić kwitnące zboże. Schwytanego śmiałka mogła natomiast załaskotać na śmierć. Samo określenie wiązano z regionalnym czasownikiem „kozytać”, oznaczającym łaskotanie. Co szczególnie ważne, nie jest to późniejszy wymysł literatury fantasy. Opowieść o Kozytce została zapisana przez Federowskiego w wydanym w 1897 roku pierwszym tomie „Ludu białoruskiego na Rusi Litewskiej”, obejmującym również materiały z Sokólszczyzny.
Niezwykle podlaską postacią jest również loima. Jej obecność pokazuje, jak daleko sięgały tutaj wpływy litewskie. Gura określa Podlasie jako południową peryferię obszaru występowania litewskiej laumė, której miejscową nazwą była właśnie loima. W litewskiej tradycji laumė należała do bardzo starego kręgu żeńskich istot nadprzyrodzonych, związanych między innymi z naturą i losem człowieka. Na Podlasiu pozostał po niej ślad pokazujący, że tutejszy folklor trudno ograniczyć wyłącznie do polskiej demonologii.
Jedną z najbardziej niepokojących istot jest jednak blud. Nie potrzebował rogów, pazurów ani przerażającej twarzy. Jego działanie było znacznie subtelniejsze. Blud sprawiał, że człowiek zaczynał błądzić. Badania terenowe prowadzone na Podlasiu odnotowały właśnie tę nazwę dla siły lub demona sprowadzającego podróżnego z drogi. Motyw znany był także w innych tradycjach zachodnio- i wschodniosłowiańskich. Człowiek mógł znać okolicę od dzieciństwa, a mimo to nagle przestawał rozpoznawać drogę, krążył, wracał w te same miejsca albo wybierał kierunek prowadzący w las czy na mokradła.
Właśnie Blud dobrze pokazuje praktyczny wymiar dawnych wierzeń. Folklor tłumaczył zjawiska, które były dla ludzi rzeczywistym zagrożeniem. W świecie bez latarni, asfaltowych dróg, telefonu i dokładnej mapy zgubienie się nocą w puszczy czy na mokradłach mogło skończyć się tragicznie. Opowieść o sile „wodzącej” człowieka porządkowała to doświadczenie: droga nie zniknęła przypadkiem. Ktoś lub coś ją przed człowiekiem ukryło.
Noc należała również do zmory. W badaniach podlaskich pojawiają się klasyczne cechy tej istoty: duszenie człowieka podczas snu, przygniatanie go i odbieranie możliwości ruchu. Zmorze przypisywano także zaplatanie nocą grzyw koniom. Motyw ten jest dobrze znany polskiej demonologii ludowej i został również udokumentowany w materiałach z Podlasia. Dzisiaj część doświadczeń opisywanych jako nocne duszenie łatwo zestawić z paraliżem sennym, ale dla dawnego mieszkańca wsi odczucie obecności ciężaru na piersi i niemożność wykonania ruchu mogło być bezpośrednim dowodem, że podczas snu odwiedziła go istota z innego świata.
Jeszcze bardziej mroczny był świat zmarłych, którzy nie zawsze pozostawali tam, gdzie powinni. W badaniach Gury odnotowano wierzenia dotyczące dusz nieochrzczonych dzieci, wyobrażeń śmierci oraz chodzących zmarłych, które badacz umieszcza w kręgu wierzeń w wampira. Również tom poświęcony wierzeniom południowego Podlasia zawiera osobne opracowanie Marty Wójcickiej dotyczące miejscowych opowieści o zmarłych. Granica pomiędzy żywymi i umarłymi w folklorze nie była więc całkowicie zamknięta. Zmarły mógł powracać w opowieściach, dawać znak, pojawiać się w określonym miejscu albo niepokoić rodzinę.
Warto przy tym pamiętać, że ludowe wyobrażenia upiora nie mają wiele wspólnego z eleganckim wampirem późniejszej literatury. Był to przede wszystkim niebezpieczny zmarły, którego śmierć nie zakończyła jego obecności w świecie ludzi. W podlaskim materiale badawczym podobne wierzenia funkcjonują obok opowieści o czarownikach, osobach o niezwykłych właściwościach oraz ludziach mających więcej niż jedną duszę czy serce. W folklorze samo przekroczenie granicy śmierci nie zawsze oznaczało więc ostateczne odejście.
Na Podlasiu znano również wilkołaki. Badania terenowe potwierdzają żywotność takich wierzeń, choć ponownie trzeba oderwać się od współczesnego obrazu człowieka zmieniającego się w wilka przy każdej pełni księżyca. Ludowy wilkołak należał do znacznie szerszego świata czarów, przemian i ludzi posiadających szczególne właściwości. W tych samych przekazach pojawiają się czarownicy, osoby mogące odbierać cudzym krowom mleko czy specjaliści zdolni w ludowym przekonaniu wpływać na pogodę i odpędzać burzowe chmury.
Bardzo silną pozycję zajmował oczywiście diabeł. I tutaj Podlasie ma niezwykle bogaty materiał. Mógł być nazywany czortem, biesem, „złym” czy did’kiem. Lokowano go między innymi w mokradłach, zaroślach i dzikich miejscach. Badania oraz zestawienia folklorystyczne wspominają o diabłach wodzących ludzi na manowce, straszących przy mostach i w lasach oraz przybierających postać zwierząt. W materiałach terenowych pojawia się między innymi czarny baran oraz pies, a diabeł antropomorficzny mógł przypominać eleganckiego pana w czarnym kapeluszu.
Wśród tych postaci szczególnie ciekawy jest Boruta Podlaski, którego nie należy utożsamiać ze słynnym Borutą Łęczyckim. Oskar Kolberg zanotował opowieść o Borucie związanym z Podlasiem, który miał skłócać miejscową szlachtę i chętnie błąkać się po polnych drogach. Ten drobny szczegół znakomicie pasuje do miejscowej wizji diabła. Nie musi on siedzieć w piekle. Znacznie częściej jest tuż obok: przy drodze, w lesie, na bagnie, w pobliżu mostu. Wystarczy, że pojawi się w odpowiednim momencie i popchnie człowieka w niewłaściwą stronę.
Demoniczny świat nie kończył się jednak wraz z przekroczeniem progu domu. Również gospodarstwo miało swoich nadprzyrodzonych mieszkańców i opiekunów. Gura odnotował na Podlasiu między innymi wierzenia dotyczące istot związanych z domem i obejściem oraz demona przynoszącego gospodarzowi bogactwo, którego cechy przypominały zachodniosłowiańskie opowieści o latającym ognistym wężu. Nawet łasica mogła nabierać znaczenia znacznie większego niż zwykłe zwierzę i występować jako opiekunka bydła. Świat magiczny zaczynał się więc nie za granicą wsi, lecz dosłownie za ścianą obory.
Nie można pisać o podlaskich wierzeniach bez wspomnienia czarownic, znachorów oraz szeptuch. Te ostatnie są dziś jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów kultury Podlasia, choć określanie ich mianem „wiedźm” byłoby znacznym uproszczeniem. Współczesne badania Eweliny Sadanowicz pokazują, że szeptuchy i szeptuni funkcjonują przede wszystkim w sferze medycyny ludowej i religijności, szczególnie na terenach powiatów hajnowskiego i bielskiego. Ich praktyka opiera się na rytuałach, modlitwie, zamawianiu i słowie, a silne związki łączą ją z tradycją prawosławną.
To właśnie połączenie religii i starszych praktyk jest jednym z najbardziej fascynujących elementów Podlasia. Człowiek mógł głęboko wierzyć w Boga, chodzić do cerkwi lub kościoła, modlić się przed świętym obrazem, a równocześnie uważać, że chorobę można „zamówić”, urok trzeba odpowiednio zdjąć, pewnych miejsc należy unikać po zmroku, a zmarły może powrócić. Badania południowego Podlasia wyraźnie pokazują współistnienie religijności, praktyk magicznych i dawnych wierzeń. W tomie „Tam na Podlasiu. Wierzenia i religijność” osobno analizowano miejscową demonologię, opowieści o zmarłych, magiczne elementy tradycyjnej religijności, kult maryjny oraz dom jako przestrzeń objętą licznymi zwyczajami i zakazami.
Szeptucha zajmowała w tym świecie szczególne miejsce. Nie była demonem i nie powinna być stawiana obok rusałki czy zmory. Była człowiekiem, któremu przypisywano szczególną wiedzę. Według badań Sadanowicz jeszcze stosunkowo niedawno informacje o osobach zajmujących się zamawianiem chorób otaczała atmosfera tajemnicy i nieufności. Z czasem wiele z tych praktyk stało się znacznie bardziej widocznych, lecz sam fenomen nadal pozostaje silnie związany z lokalną kulturą pogranicza.
Podlaska wieś była zatem miejscem, w którym przestrzeń miała własne znaczenie. Dom dawał schronienie, ale trzeba było przestrzegać związanych z nim reguł. Droga umożliwiała podróż, lecz nocą mogła stać się domeną diabła albo Bluda. Pole dawało zboże, ale wśród żyta można było spotkać rusawkę czy Kozytkę. Woda karmiła i poiła, lecz pozostawała przestrzenią niebezpieczną. Las dawał drewno, zwierzynę i grzyby, ale im dalej człowiek odchodził od wsi, tym łatwiej przekraczał granicę pomiędzy światem uporządkowanym a tym, którego nie można było już w pełni kontrolować.
Właśnie dlatego tak ważny jest krajobraz. Dzisiejsza Puszcza Białowieska, doliny Narwi i Biebrzy czy rozległe mokradła automatycznie kojarzą się nam z tajemnicą, ale dla dawnych mieszkańców podobne przestrzenie były przede wszystkim częścią codziennego życia. Były piękne, lecz potrafiły także zabić. Można było utonąć, zgubić drogę, zamarznąć lub nie wrócić z lasu przed zapadnięciem ciemności. Demonologia oswajała ten niepokój. Tam, gdzie współczesny człowiek widzi mgłę, zmęczenie, paraliż senny albo zwykłą utratę orientacji, dawniej można było dostrzec działalność zmory, Bluda czy „złego”.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie te opowieści były jedynie naiwnymi próbami wyjaśniania świata. Folklor pełnił również funkcję ostrzegawczą. Opowieść o rusawce strzegącej żyta powstrzymywała dzieci od niszczenia dojrzewających pól. Historie o demonach wodzących na mokradła przestrzegały przed samotnymi nocnymi wędrówkami. Istoty czające się przy wodzie przypominały o zagrożeniu utonięciem. Nocne potwory trzymały dzieci blisko domu. Nadprzyrodzona opowieść stawała się w ten sposób częścią praktycznej wiedzy o otaczającym świecie.
Najważniejsze jest jednak to, że podlaski folklor nie tworzy jednej, zamkniętej mitologii. Nie istniał żaden oficjalny katalog demonów Podlasia. Jedna wieś znała określoną nazwę, kilka kilometrów dalej opowiadano podobną historię o zupełnie innej istocie. Cechy rusałki przenikały do południcy, loima przypominała postacie litewskie, Blud należał do szerszej tradycji słowiańskiej, a diabeł przejmował funkcje dawnych demonów przestrzeni. Właśnie dlatego etnografia Podlasia jest tak fascynująca. Nie pokazuje gotowego bestiariusza, lecz świat wierzeń, który żył, zmieniał się i dostosowywał do ludzi opowiadających te historie.
Dziś większość tych istot nie budzi już takiego strachu jak kiedyś. Rusałka stała się bohaterką książek i ilustracji, wilkołak kojarzy się głównie z filmem, a zmorę często tłumaczymy zjawiskami zachodzącymi podczas snu. Podlaskie szeptuchy stały się natomiast przedmiotem reportaży, badań i zainteresowania turystów. Mimo to wystarczy wieczorem znaleźć się przy skraju puszczy albo spojrzeć na mgłę przykrywającą mokradła, żeby zrozumieć, skąd wszystkie te opowieści mogły się brać.