Jesienny las we mgle symbolizujący wierzenia o świecie zmarłych
|

Dlaczego jesień od wieków kojarzyła się z duchami, śmiercią i światem zmarłych?

Jesień ma w sobie coś, czego trudno szukać w innych porach roku. Jeszcze we wrześniu pola i lasy są pełne kolorów, ale z każdym kolejnym tygodniem dzień staje się krótszy, temperatura spada, drzewa tracą liście, a świat, który przez całe lato wydawał się pełen życia, zaczyna powoli zamierać. Dziś patrzymy na to przede wszystkim jako na naturalny cykl przyrody. Dla ludzi żyjących setki czy tysiące lat temu zmiana pór roku miała jednak znacznie głębsze znaczenie. Od niej zależały plony, przetrwanie zimy, zdrowie zwierząt i całych rodzin. Nic więc dziwnego, że moment przejścia od lata do zimy obrósł w opowieści o śmierci, duchach i granicy między światem żywych a światem zmarłych.

Co ciekawe, podobne skojarzenia pojawiały się w różnych kulturach, choć oczywiście nie możemy mówić o jednej wspólnej „religii jesieni”. Poszczególne społeczności tworzyły własne obrzędy, wierzenia i sposoby pamiętania o zmarłych. Łączył je jednak jeden szczególny motyw: późna jesień była czasem przejścia. A w dawnych wierzeniach właśnie momenty przejściowe — zmierzch, północ, granica lasu, próg domu czy zmiana pory roku — bardzo często uznawano za chwile, kiedy zwykły porządek świata stawał się mniej oczywisty.

Kiedy kończyło się lato, zaczynał się czas niepewności

Dzisiaj możemy kupić żywność niezależnie od pory roku, ogrzać dom i przeżyć zimę bez większego związku z tym, jakie były letnie plony. Dawniej było zupełnie inaczej. Zakończenie zbiorów oznaczało konieczność podsumowania tego, co udało się zgromadzić. Nadchodząca zima mogła być ciężka, długa i śmiertelnie niebezpieczna.

Jesienny krajobraz wręcz podsuwał skojarzenia ze śmiercią. Roślinność obumierała, ptaki znikały, pola pustoszały, a coraz większa część doby należała do ciemności. W kulturach tradycyjnych natura nie była czymś oddzielonym od ludzkiego życia. Jej przemiany stawały się częścią sposobu rozumienia świata. Śmierć roślin mogła przypominać śmierć człowieka, zaś wiosenne odrodzenie natury stanowiło naturalny obraz powrotu życia.

Nie oznacza to oczywiście, że ludzie wierzyli, iż jesienią „otwiera się portal dla duchów” w jednym, powszechnym znaczeniu. To współczesne uproszczenie. Możemy natomiast powiedzieć, że właśnie w okresie jesienno-zimowym w wielu tradycjach pojawiały się szczególnie silne rytuały dotyczące pamięci o zmarłych.

Jednym z najlepiej znanych przykładów jest gaelickie święto Samhain.

Samhain — początek ciemniejszej części roku

Samhain było jednym z najważniejszych świąt w tradycyjnym kalendarzu gaelickim. Obchodzono je na przełomie 31 października i 1 listopada. Oznaczało koniec okresu zbiorów i początek zimy, czyli „ciemniejszej połowy roku”. W średniowiecznej literaturze irlandzkiej właśnie z Samhain wiązano wiele niezwykłych wydarzeń, spotkań z istotami z zaświatów oraz otwieraniem się miejsc prowadzących do Innego Świata.

W późniejszym folklorze irlandzkim i szkockim okres ten rzeczywiście uważano za szczególny. Istniało przekonanie, że istoty określane jako aos sí — nadnaturalne byty związane ze wzgórzami, kurhanami i Innym Światem — mogły w tym czasie łatwiej zbliżać się do ludzi. Pozostawiano dla nich jedzenie i napoje, a jednocześnie starano się nie prowokować ich gniewu. Z Samhain wiązano także powrót dusz zmarłych krewnych. W niektórych przekazach przygotowywano dla nich miejsce przy stole lub przy ogniu.

Trzeba jednak zachować ostrożność wobec popularnego dziś twierdzenia, że „Samhain było celtyckim świętem zmarłych dokładnie takim jak Halloween”. Historyk Ronald Hutton zwraca uwagę, że nasze źródła dotyczące najstarszych religijnych praktyk Samhain są fragmentaryczne, a część znanych nam zwyczajów została zapisana dopiero wiele stuleci po chrystianizacji Irlandii. Nie wszystkie współczesne wyobrażenia o tym święcie można więc bezpiecznie przenosić do czasów starożytnych.

Nie zmienia to faktu, że mamy bardzo stary i dobrze udokumentowany związek początku zimy z opowieściami o zaświatach.

A co ze słowiańskimi Dziadami?

W naszej części Europy najbardziej znanym przykładem kontaktu żywych ze zmarłymi są oczywiście Dziady. Dzisiaj większość Polaków kojarzy je przede wszystkim z dramatem Adama Mickiewicza, lecz poeta nie wymyślił samego obrzędu.

W przedmowie do II części Dziadów Mickiewicz pisał, że nazwa odnosi się do uroczystości obchodzonej w jego czasach w wielu rejonach Litwy, Prus i Kurlandii na pamiątkę zmarłych przodków. Opisywał także przygotowywanie uczty z jedzenia, trunków i owoców oraz przywoływanie dusz nieboszczyków.

To bardzo interesujące źródło, bo pokazuje, że jeszcze na początku XIX wieku zwyczaje związane z symbolicznym goszczeniem zmarłych były na tych terenach czymś znanym. Nie możemy oczywiście traktować dramatu Mickiewicza jak współczesnego raportu etnograficznego, ale jego własne objaśnienie obrzędu odnosiło się do rzeczywiście istniejącej tradycji ludowej.

W tradycjach wschodniosłowiańskich i na dawnych ziemiach Rzeczypospolitej pamięć o zmarłych mogła przyjmować bardzo materialną postać. Jedzenie pozostawiano dla dusz, ucztowano w pobliżu grobów, zapalano ogień i modlono się za tych, którzy odeszli. Podobne praktyki opisuje zarówno starsza literatura etnograficzna, jak i późniejsze opracowania dotyczące polskich obrzędów śmierci. Jednym z klasycznych dzieł jest praca Henryka Biegeleisena Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego, wydana pierwotnie w 1930 roku.

Właśnie tutaj możemy dostrzec ważną cechę dawnych wierzeń: zmarły nie zawsze znikał ze wspólnoty natychmiast po pogrzebie. Mógł nadal potrzebować pamięci, modlitwy, jedzenia albo symbolicznego światła. Granica między domem żywych a światem umarłych była więc wyobrażana inaczej niż obecnie.

Zmarły mógł wrócić do domu

W wielu tradycjach ludowych szczególnie mocne było przekonanie, że w określone dni dusze przodków mogą odwiedzać swoich bliskich. Nie zawsze budziło to strach. Powracający zmarły mógł być oczekiwanym gościem.

To ważne, ponieważ współczesna popkultura przyzwyczaiła nas do myślenia o duchu niemal wyłącznie jako o czymś przerażającym. Dawniej sprawa była bardziej skomplikowana. Duch przodka mógł chronić rodzinę, ale należało go odpowiednio przyjąć. Dopiero zaniedbany, rozgniewany albo niewłaściwie pochowany zmarły mógł stać się zagrożeniem.

W irlandzkim folklorze związanym z Samhain dusze krewnych miały wracać do swoich domów i otrzymywać gościnę. W tradycjach Europy Środkowo-Wschodniej również spotykamy zwyczaj pozostawiania zmarłym pokarmu czy organizowania uczt związanych z ich pamięcią. Mickiewicz wprost opisywał zastawianie jadła, trunków i owoców podczas Dziadów.

Był to zatem nie tylko czas strachu przed śmiercią, ale też czas ponownego spotkania ze zmarłymi.

Ogień: dla pamięci, ochrony i wskazania drogi

Jesienne święta zmarłych niemal nieodłącznie kojarzą się dziś ze światłem. W Polsce początek listopada oznacza tysiące cmentarnych zniczy. Współczesna tradycja ma oczywiście chrześcijański charakter, ale sam motyw ognia towarzyszącego zmarłym jest znacznie starszy i występował w różnych kulturach.

Ogień mógł pełnić kilka funkcji jednocześnie. Dawał światło, ogrzewał, oczyszczał i chronił przed tym, co niebezpieczne. W tradycjach związanych z Samhain palono specjalne ogniska, którym przypisywano działanie ochronne i oczyszczające.

Również w polskiej kulturze ludowej spotykamy informacje o paleniu ognia w związku ze zmarłymi. Etnograficzne opisy wskazują m.in. na ogniska palone w pobliżu cmentarzy czy mogił, zwłaszcza miejsc uznawanych za szczególne lub niebezpieczne. Badania polskiej demonologii pokazują również, że jeszcze w XIX wieku wiara w upiory i strzygonie była na naszych ziemiach bardzo żywa. Jarosław Kolczyński w pracy opublikowanej w Etnografii Polskiej zwraca uwagę, że należały one do najbardziej aktywnych postaci w dawnej wiejskiej wyobraźni demonologicznej.

Światło mogło więc jednocześnie wskazywać drogę dobrym duszom oraz chronić żywych przed tymi zmarłymi, których powrotu się obawiano.

Chrześcijaństwo nie usunęło pamięci o zmarłych — nadało jej nową formę

W Europie jesienna pamięć o umarłych nie zniknęła wraz z rozwojem chrześcijaństwa. Została włączona w zupełnie inny system religijny.

Dzień Zaduszny, obchodzony 2 listopada, poświęcony jest modlitwie za wszystkich wiernych zmarłych. Ważną rolę w utrwaleniu tej daty odegrał św. Odylon, opat Cluny, który na przełomie X i XI wieku zarządził coroczne wspomnienie zmarłych w klasztorach swojej kongregacji. Z czasem praktyka rozpowszechniła się szerzej w Kościele zachodnim.

Nie należy jednak przedstawiać tego jako prostego równania: „Kościół zastąpił pogańskie święto swoją wersją”. Historia przemian obrzędowych jest znacznie bardziej skomplikowana. Tradycje ludowe, lokalne zwyczaje i oficjalna religia przez stulecia wzajemnie na siebie oddziaływały. To właśnie dlatego na europejskiej wsi praktyki chrześcijańskie mogły współistnieć z bardzo starymi wyobrażeniami o duszach odwiedzających dom, jedzeniu pozostawianym dla zmarłych czy niebezpieczeństwie związanym z niewłaściwym pochówkiem.

W Polsce efektem tej wielowiekowej przemiany jest szczególnie silne związanie początku listopada z cmentarzami, światłem i pamięcią o tych, którzy odeszli.

Dlaczego właśnie jesień?

Możemy więc wrócić do pytania postawionego na początku. Dlaczego to właśnie jesień tak dobrze przyjęła wszystkie te opowieści? Najprostsza odpowiedź brzmi: bo sama przyroda opowiada wtedy historię o odchodzeniu. Światła jest coraz mniej. Pola po żniwach pustoszeją. Drzewa gubią liście. Pierwsze przymrozki kończą życie wielu roślin. Dawniej do tego dochodziła świadomość, że rozpoczyna się najtrudniejsza część roku. Ludzie spędzali coraz więcej czasu w domach, a noc zaczynała się znacznie wcześniej niż latem.

W takim świecie śmierć nie była czymś ukrytym za drzwiami szpitala czy zakładu pogrzebowego. Ludzie umierali w domach, a ciało zmarłego pozostawało przez pewien czas w przestrzeni zamieszkiwanej przez rodzinę. Obrzędy pogrzebowe i pamięć o przodkach były integralną częścią życia społeczności. Nic dziwnego, że jesienne zamieranie natury stawało się doskonałym tłem dla refleksji nad własną śmiertelnością. Do tego dochodziła jeszcze jedna rzecz: ciemność. Przed epoką elektryczności noc naprawdę oznaczała ograniczenie ludzkiego świata. Za granicą światła paleniska czy świecy zaczynała się przestrzeń, której nie dało się dokładnie zobaczyć. Las, pole, cmentarz czy droga po zmroku stawały się zupełnie innymi miejscami niż za dnia. Nietrudno zrozumieć, dlaczego właśnie tam lokowano opowieści o duchach, upiorach i istotach z pogranicza światów.

Granica między światami

W folklorze szczególną rolę często odgrywają granice: drzwi, progi, mosty, rozstaje dróg, brzegi rzek czy skraje lasów. Jesień sama w sobie jest podobną granicą — znajduje się pomiędzy pełnią lata a martwotą zimy. Być może właśnie dlatego tak łatwo stała się porą duchów. Nie dlatego, że istnieje jeden starożytny przekaz mówiący, iż każdej jesieni zmarli wracają na ziemię. Takiego wspólnego dla wszystkich kultur źródła nie ma. Mamy natomiast dziesiątki tradycji, w których koniec zbiorów, początek zimy i okres jesienny łączono z przodkami, zaświatami, duchami albo rytuałami pamięci.

Gaelickie Samhain, wschodnioeuropejskie Dziady i chrześcijańskie Zaduszki pochodzą z różnych porządków religijnych i nie powinno się wrzucać ich do jednego worka. Wszystkie pokazują jednak, jak silna jest ludzka potrzeba wyznaczenia czasu, w którym pamięta się o tych, których już nie ma.

Dlatego jesień do dziś wydaje się bardziej „paranormalna” niż pozostałe pory roku. Gdy mgła przesłania drogę, las pustoszeje, wieczór przychodzi coraz wcześniej, a na cmentarzach pojawiają się tysiące świateł, nie potrzeba wiele, aby odczuć echo dawnych wyobrażeń.

Być może właśnie w tym tkwi największa siła jesiennych opowieści o duchach. Nie wynikają wyłącznie ze strachu przed śmiercią. Są również próbą oswojenia jej i zachowania więzi z ludźmi, którzy odeszli. W wielu dawnych wierzeniach granica między życiem i śmiercią nie była bowiem murem. Przypominała raczej drzwi, które przez większość roku pozostawały zamknięte — lecz w pewnych szczególnych chwilach można było uwierzyć, że uchylają się choć odrobinę.

Źródła wykorzystane w artykule

Adam Mickiewicz, Dziady, część II — przedmowa autora opisująca ludowy obrzęd Dziadów.
Ronald Hutton, The Stations of the Sun: A History of the Ritual Year in Britain — badania dotyczące m.in. Samhain i historii świąt sezonowych, przywoływane w opracowaniu dotyczącym Samhain.
Henryk Biegeleisen, Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego — klasyczne opracowanie etnograficzne dotyczące polskich zwyczajów związanych ze śmiercią.
Jarosław Kolczyński, „Jeszcze raz o upiorze (wampirze) i strzygoni (strzydze)”, Etnografia Polska, t. 47, 2003 — opracowanie dotyczące polskiej demonologii ludowej.
Catholic Encyclopedia, hasło „All Souls’ Day” — historia liturgicznego wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych i działalności opactwa Cluny.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *